Haluu ;)

16.04.2010 :: 23:40 Komentuj (3)


Przyszla pora na pierwsza notke! Bede tu opisywac swoje przygody na wymianie w USA! Na pewno bedzie ich duzo, znajac moja 'przypalowosc' ;). Nie obrazajcie sie jezeli bede tu przeklinac, pisac po niemiecku/rosyjsku/czesku/francusku/bułgarsku/słowacku/włosku/angielsku. W mojej rodzinie mieszamy wszystkie jezyki na raz.
Moze na poczatek troche informacji dla tych, ktorzy tez chcieliby uczestniczyc w czyms takim, albo dla tych, ktorzy nie maja nawet pojecia o czym mowie. Juz dawno (w ok. 2gim) dowiedzialam sie o czyms takim jak 'rok w usa', znalazlam to na gronie. Strasznie sie zajaralam i od razu powiedzialam mamie. Ona tylko mowila 'tak, tak, jasne, bardzo fajnie..' totalnie mnie olewajac. Odpuscilam sobie i w sumie zapomnialam. Pozniej, w 3gim, kiedy moj brat byl w 2lo, wymyslil sobie, zeby pojechac do usa. bylo to zupelnie bez sensu, bo chcial to zalatwiac w kwietniu (formularz trzeba wyslac najpozniej w grudniu), a poza tym w klasie maturalnej. dzieki niemu jednak poznalismy czlowieka, ktory zajmuje sie wysylaniem dzieciakow na wymiane. Ewelinka od razu powiedziala, ze ona pojedzie, bo jest jeszcze (piękna) i młoda. I tak to wszystko się zaczęło. Juz w 3gim wiedzialam, ze pojade do usa w 2lo. Jest to najlepsze rozwiazanie. W 3lo. wiadome - bezsens, w 1 tez - moim zdaniem jest sie zwyczajnie za mlodym i za glupim. Jade z organizacja 'world expierience'. Niestety raczej wam nie pomoge w odpowiedziach na wasze pytania dotyczace biur organizujacych wymiane. Rzeczy do zrobienia zeby pojechac do usa:
- wypelnienie formularza (jest tego z 20 stron!)
- wykonanie maaaasy badan!
- zdanie testu jezykowego
Oczywiscie pisze to tylko ogolnie. W moim regulaminie jest napisane, ze nie moge wziac ze soba ani komputera, ani komorki. Reszta jest w sumie normalna - zadnego alkoholu, papierosow, narkotykow, sexu.. Test byl dla mnie banalny (niby jestem upper-intrm.), ale strasznie dlugi, nie macie sie czym przejmowac ;)
Moja aplikacje wyslalam juz w listopadzie. To byl na prawde szalony (to slowo zle brzmi, bo jak takie 'krejzi mejzi, ele melo'; niewazne..) tydzien! Codziennie mialam robione jakies badania, i siedzialam nad pytaniami w sumie z 6 godzin.. O liscie juz nie wspomne! Bardzo dlugo go pisalam, ale wyszedl na prawde dobrze - w koncu to najwazniejsze ze wszystkiego.


Dzisiaj, jadac na tance zadzwonila do mnie mama. Pomyslalam sobie oczywiscie 'czego znowu chce?!', ale to co mi powiedziala bardzo mnie ucieszylo - mam rodzine!!! W sumie bardzo nastawilam sie na nevade - a to przez mojego tego polskiego organizatora (nazywamy go generał ;p). Powiedzial mi, ze duzo osob tam trafia, bo jest tam taka dobra koordynatorka. No ale nie, nie trafilam do nevady. Jade do MONTANY xd strasznie sie zajaralam, ale w sumie mysle, ze na kazdy stan zareagowalabym tak samo. Po prostu przez ta wiadomosc moj wyjazd staje sie taki bardziej realny,. chwilami nie chce mi sie wierzyc, ze jade do stanow na rok (a moze i 2 ;p oczywiscie nie liczac studiow ;p). probowalam cos wyszukac na temat montany, ale oczywiscie wszedzie mi wyskakiwala 'hannah montana' xd dowiedzialam sie jednak kilku rzeczy - moje miasto - missoula (nie potrafie zapamietac tej nazwy..) znajduje sie blisko granicy z idaho, i jest kolo Lolo National Forest (boska nazwa!), jest tam pelno niedzwiedzi grizzlie i wszedzie gory, gory i gory. I wszystko kreci sie w okol drewna, i moj ojciec jest stolarzem xdd Kolejna notke zrobie o rodzinie, bo narazie wiem malo.. Powiem wam, ze mam 2 siostry - jedna 20lat (ona mieszka juz sama, wiec pewnie tylko swieta bedziemy spedzac razem), druga 16 i brata - 12. Tylko cos mi sie tu nie zgadza, bo niby chlopak ma na imie Brooke, a dziewczyna Blake. Wiec chyba jest, ze ten chlopak ma 16, a dziewczyna 12. Sama juz nie wiem! Dowiem sie juz niedlugo! Szkoda, ze z montany wszedzie jest tak daleko! Bardzo bym chciala zabaczyc oczywiscie Las Vegas, San Fransisco, Los Angeles, Nowy York i takie tam.. a w montanie, noo.. yym.. są GÓRY!

03.05.2010 :: 22:41 Komentuj (12)

To znowu ja!
Ta notka miala byc o rodzinie, ale szczerze stwierdzam, ze najlepiej byloby zrobic takowa juz na miejscu, gdy naprawde bede miala cos do powiedzienia. Wymienilam z rodzinka juz sporo listow, wiec napisze wam co juz wiem.
moja mamcia, Sally, ma 45 lat, pracuje jako jakis spec od komputerow, w sumie nie mam pojecia o co chodzi z ta jej praca, wiem, ze jest very busy ;p
moj tatus, Edward, jak juz wczesniej pisalam, jest stolarzem. nie gadalam z nim, z aplikacji wiem, ze 'loves outdoors & horses' ;p no i ma 46 lat.
moja 20 letnia siostra Bridget mieszka w apartamencie i studiuje w missouli.
moj 16 letni BRAT Blake robi wszystko! gra (teatr), spiewa, tanczy, gra na instrumentach, gra w noge i kosza. nareszcie ktos na moim poziomie! ;p wydaje sie bardzo sympatyczny!
i moja 12 letnia siostra Brooke gra w pilke i softball (taka lzejsza wersja baseballa, o! nasz palant  ohh.. wspomnienia! ;d)
w domu mam pianino, gitare i perkusje, czym baardzo sie jaram! bede miec wlasny pokoj, mamcia sie mnie pytala jakie kolory lubie, zeby go przemalowac, zeby mi sie podobal. lovely. mam jeszcze 6 koni, na ranczo u dziadkow! ;d
moze teraz troche o szkole. wiec moja przyszla szkola to Frenchtown High School, ktora, jak sama nazwa wskazuje, znajduje sie we Frenchtown ;) mozecie ja zobaczyc na www.ftsd.org zdolalam wyciagnac od braciszka, ze lekcje trwaja 90min, mamy plan A - 4 lekcje i plan B - 4 inne lekcje. i mamy tak na zmiane.
wyjedzam z polski 2 sierpnia, bo jade jeszcze z rodzina/rodzicami pozwiedzac Stany ;dd w mojej missouli bede 14 sierpnia. ale sie jaraaaaam!
na dzisiaj wszystko. napisze pewnie gdzies za tydzien gdy sie dowiem o TYM.
na koniec daje moje ulubione zdjecia mojej rodzinki:


haha ^^

21.05.2010 :: 22:21 Komentuj (7)

Witajcie moje dzieci, pachnące i puszyste!
Pamietam jak przywiatala nas tak kiedys pani Rybnikow na ruskim.. to byly czasy..
No ale teraz tak serio.
Mialam napisac kiedy dowiem sie o TYM, jednak plany sie troche zmienily, i sie o TYM nie dowiem ;p
Poki co doszczepiam sie i robie znowu jakies glupie badania. Robie je teraz, bo maja byc one zrobione najwyzej pol roku przed wyjazdem. Jak mnie to denerwuje, ze tyle trzeba za to placic! Tu jedna szczepionka za 100, tu druga za 120, tu przeswietlenie za 80, i kolejna szczepionka. Zostala mi jeszcze proba tuberkuleinowa. Mam troche z nia problemow, bo nie mam pojecia gdzie z tym pojsc. Juz z 5 lekarzy mi powiedzialo, ze nie robi sie tego od paru lat.. Mam jechac do ambasady, tam do lekarza. Zobaczymy jeszcze. Bylam dzisiaj na przeswietleniu pluc, oczywiscie padlo pytanie czy jestem w ciazy. Tak, kurwa, trojaczki.
Wczoraj dostalam list, w sumie to jest bardziej paczka, no dobra, to dostalam paczke ze Stanow. Sa tam jakies, mozna powiedziec, ksiazeczki i tam pisza jak sie bede czula na wymianie, napisali z 50 razy, ze reprezentuje swoj kraj i musze sie zachowywac godnie, nie moge pic, palic bla bla bla.. byc punktualna bla bla bla.. nie moge zmienic wyznania w czasie wyjazdu.. i moje ulubione: nie moge prowadzic samochodu/motoru/itp., latac samolotami, ani prowadzic traktoru na drodze. jezeli moi rodzice i host rodzice wyraza zgode, to moge jezdzic traktorem po polu. Po prostu JA PIERDOLE! xdd i oczywiscie tez byla ulotka pt "powiedz NIE!' xd
Mamcia wyslala mi tez liste przedmiotow. Bede juniorem. Juz teraz wiem, ze spawanie to moje przeznaczenie. Z jezykow mam do wyboru tylko hiszpanski :< nic do niego nie mam, ale chce sie niemieckiego nauczyc, noo! z ruskiem, nawet po polsku sie dogadam, a skoro juz zaczelam ten niemiecki, to chce go umiec! jezyk wroga trzeba znac! (jak mawia Ewa xd)

Ogolnie wszystko piknie, alles gut, nic, tylko wyjezdzac!
Tschüs!

03.08.2010 :: 16:57 Komentuj (3)

to ja.
w koncu pisze, bo w koncu cos sie dzieje. jutro wylatuje z rodzicami do Nowego Jorku, a potem jestesmy razem w Stanach 12 dni (o ja pierdole!). Nie chce mi sie jakos wierzyc.. juz sie spakowalam, moja walizka wazy niby 17.9 ale moim zdaniem z 50. nie mam weny.. strasznie mi smutno, ze musialam sie rozstac z moja przyjaciolka..
napisze za pare dni, juz z wielkiego jabłka ;)

żyję!

12.08.2010 :: 04:35 Komentuj (1)

Piszę tę notkę po raz 4 i dostaję powoli kurwicy.
Obiecalam, ze napisze z NYC, ale nie mialam internetu, ani czasu. Teraz jestem w Toronto i mam internet, i czas.

Dobra, zaczynamy, po raz 4.
W Nowym Jorku zwiedzanie zaczelismy od Little Italy i Chinatown. To 2 bardziej mi sie podobalo, bo po prostu bylo bardziej inne.

Fotosik darmowy hosting obrazków
Moi rodzice w Chinatown.

Fotosik darmowy hosting obrazków
Moja M w Picolla Italia.

Nastepnego dnia zaczelismy juz ostre zwiedzanie, wstalismy gdzies o 8, a potem pojechalismy promem na Liberty Island, gdzie jest Statua Wolnosci.
Fotosik darmowy hosting obrazków
To ja z Manhattanem w tle.

Fotosik darmowy hosting obrazków
Bardzo podoba mi sie to zdjecie ;)

Fotosik darmowy hosting obrazków

Fotosik darmowy hosting obrazków

Potem poszlismy..
Fotosik darmowy hosting obrazków
..chyba tego miejsca nie trzeba nikomu przedstawiac ;) Tam po prawej mozna zobaczyc literki 'm', jest tam 'M&M's World' do ktorego oczywiscie weszlismy ;)

Fotosik darmowy hosting obrazków
Są tam M&M'sy we wszystkich kolorach ;))

Fotosik darmowy hosting obrazków
Potem poszlismy do takiego sklepu, gdzie robi sie wlasnego misia, a potem wybiera sie dla niego ubranko. Mi sie bardzo podobalo a la 'statua wolnosci', ale moj ojciec powiedzial 'nie rob z Romana pedala' (to imie mojego misia ;)) i w oncu wybralam to:
Fotosik darmowy hosting obrazków
Stroj Los Angeles Lakers ;)

Fotosik darmowy hosting obrazków
Tu mamy panow na przerwie ;)

W Nowym Jorku bylismy w sumie 3 dni. Potem wypozyczylismy samochod i pojechalismy na polnoc, chcac dotrzec do Niagary.

To juz Kanada.
Fotosik darmowy hosting obrazków

Fotosik darmowy hosting obrazków

Fotosik darmowy hosting obrazków
Tu jestesmy na statku, podplywajacym kolo wodospadow ;)

Fotosik darmowy hosting obrazków
wieem, moja mina jest zajebista ;d

Fotosik darmowy hosting obrazków
ludzie zostawiali gumy na pamiatke ;)

A tutaj juz Toronto:
Fotosik darmowy hosting obrazków

Fotosik darmowy hosting obrazków
kupilam sobie koszulke 'if you think i am a bitch, you should meet my mother' ;dd mojej mamie bardzo sie spodobala ;dd

Fotosik darmowy hosting obrazków
wczoraj bylismy na meczu baseball'a ;d Toronto Blue Jays vs Boston Red Sox. moja mina mowi 'nie teraz, ogladam mecz'. mi sie bardzo podobalo, lubie baseball, ale mojej mamie sie nudzilo, wiec bylismy w sumie tylko godzine.

Dzisiaj bylismy na 'hippo tour', plywalismy autobusem kolo Toronto ;)
Jutro juz wyjedzamy w strone Detroit. Nie wiem czy w koncu tam pojedziemy, bo wszyscy nam mowia, ze jest tam bardzo niebiezpiecznie. Mam nadzieje, ze tak, bo chce kule z tamtejszego zoo, taka jaka mieli w 'Koralinie' ;)

Na dzisiaj koncze, 'jest juz w pol do 11!'.
Samolot do Missouli mam w poniedzialek. Troche glupio, ze tak wczesnie, bo co ja tam bede robic z nimi przez 2 tyg?

22.08.2010 :: 19:59 Komentuj (0)

Na poczatek chce dokonczyc o moim wyjezdzie z rodzicami. Po Toronto pojechalismy do Detroit. Wszyscy nas ostrzegali zeby nie zostawac tam na noc, bo jest bardzo niebezpiecznie, i zeby bylo smieszniej pojechalismy tam w piatek 13. W sumie bylismy tam z 1h. Miasto wymarle. Wszedzie tylko fabryki samochodow i murzyni. Potem pojechalismy do Chicago. Do centrum mielismy w sumie daleko, bo chcielismy sie zatrzymac kolo lotniska, zeby zdazyc na moj samolot do Missouli. W Chicago bylismy na Sears Tower i widzielismy cale miasto od gory:



W miedzyczasie byly pokazy samolotow, i na zdjeciach wyszlo jakby te budynki plonely ;dd
Pare miesiecy temu znalazlam, ze jeden gosciu zrobil figure wlasnego oko. Oczywiscie Ewelinka strasznie sie zajarala i MUSIELISMY je zobaczyc. I oto jest ;ddd :


Dobra, teraz przejdzmy do mojej Montany ;dd
Na lotnisku powitala mnie cala rodzinka - (dla tych ktorzy nie pamietaja) rodzice - Edward i Sally, siostry - Brooke (12), Bridget (21) i brat Blake (16). Okazalo sie, ze Blake jest '93, nie '94 i sie strasznie podnieca, ze jest ode mnie starszy o 30dni. Nie bede przesladzac i mowic jacy sa cudowni, tu bedzie tylko i wylacznie prawda! Nie no, nie narzekam, moja mamcia jest mila (ale czasami mnie wkurwia, bo jest taka swietoszkowata), Blake'a i Brooke uwielbiam, sa tacy pojebani jak ja ;dd nie lubie w sumie Bridget (na szczescie z nami nie mieszka), uwaza sie za lepsza, przynajmniej ja mam takie odczucia. A moj ojciec Edziu mnie przeraza xdd na szczescie nie spedzam z nim duzo czasu xd
Mieszkam w duzum domu, mam wlasny pokoj, to widok z mojego okna:

Niezla wioska, nie? Zartuje sobie, mi sie podoba.
We wtorek Blake, Brooke i ich kuzynka (chyba miala na imie Bree), no i oczywiscie ja, pojechalismy na ranczo do dziadkow. Tak, Blake ma wlasny samochod. Tutaj bez samochodu nie przezyjesz, oni nawet bankomaty maja takie, ze nie wychodzisz z samochodow. Dobra, wracajac do rancza. Maja tam z 10koni i ogolnie ono bylo takie amerykanskie, jak na filmach ;d Dziewczyny poszly szukac strojow kapielowych, a Blake pokazywal mi swoje rodzinne zdjecia. Co 3 lata robia takie spotkanie rodzinne, gdzies tak w 200 osob xd potem pojechalismy nad takie male jeziorko, zeby skakac z, no powiedzmy, klifu. Ja oczywiscie nie mialam stroju, wiec tylko patrzylam jak oni skacza. Wieczorem pojechalismy na mecz baseballa, jadlam snieg xd nie no zartuje, oni maja takie lody, ze to jest taki snieg z syropem xd po meczu pojechalismy na lody ;d oni sa powaleni! do wszystkiego dodaja maslo orzechowe (mi to nie przeszkadza, ale jest to co najmniej dziwne). No wiec jadlam sobie lody waniliowe z maslem orzechowym i ciastkami (wzielam mala porcje, ktora byla jak 4 galki). Blake jadl jagdowe z maslem orzechowym i ciastkami, nie no luz.
W srode przysli do nas koledzy Blake'a. W sumie nie gadalismy dlugo, bo 2 dziewczyny zaprosily mnie na zakupy ;d
W czwarte byly zakupy z mamuska. W piatek bylismy na musicalu, grala tam mlodziez z 'calego swiata'. czytaj 3 osoby z Kanady, 1 z Niemiec i reszta (196) z USA. Potem pojechalismy domu, przyjechala kuzynka Jessica i jeden w tych kolegow Blake'a, ktorego poznalam wczesniej (zapomnialam napisac, ze powiedzial 'polish girls are hot' ;d). Gralismy w Rock Band na Wii i ogladalismy jakies glupie filmiki na youtubie.
W sobote mielismy pojechac nad jezioro. Musielismy mi kupic kostium, z czym byly problemy, no ale sie udalo i dojechalismy. Rodzinka spotkala tam swoich znajomych i sie do nich dolaczylismy. Potem poszlismy na tubing. Ale bylo zajebiscie ;dddd wszystko mnie teraz boli, jestem poobcierana i poobijana, ale warto bylo ;d

To ja z Blakiem.

To ja, Blake, Brooke i Kayla (dziewczyna, ktora poznalam tam nad jeziorem). W sumie to mniejsze mi sie bardziej podobalo, bo wiecej sie spadalo do wody, a przede wszystkim mniej bolalo, jak sie juz spadlo.


Blake, Bridget i Chase (brat Kayli)



Brooke, Blake i Kayla.
A to Ewelinka zajarana, po tym jak wpadla do wody ;d

To Brooke ;))

Dzisiaj jedziemy po rzeczy do szkoly, mamy rodzinny obiad (we wtorek Edzio i Briget maja urodziny) i oczywiscie idziemy do kosciola xd musze sie modlic przed kazdym posilkiem. hahaha.

Postanowilam poprowadzic serie pt 'Glupota Amerykanow', serio, oni sa glupi xd
1. Blake'a zadal mi pytanie czy w Polsce mamy swiatla (takie na ulicy).
2. Jak dalam im album ze zdjeciami Warszawy, zajarali sie tylko tym duzym McDonaldem w centrum.
3. Czy widzialam kiedys krowe.
4. Kayla zapytala mnie skad jestem, powiedzialam ze z Polski, ona powiedziala, ze 'cool', zapytalam sie czy wie gdzie to jest, a ona mi na to, ze nad Kanada, jeszcze tam bardziej na polnoc.
5. moje ulubione - czy mamy w Polsce teraz lato czy zime.

26.08.2010 :: 01:58 Komentuj (0)

oooo... jak mi sie nudziii...
rodzinka zostawila mnie sama w domu i od rana ogladam tv i wpieprzam wszystko co mi wpadnie pod reke. w moim pokoju jest goraco jak w saunie! oddychac sie nie da!
tak jak napisalam w niedziele - mielismy wspolny obiad, potem pojechalismy do kosciola (jak mowili 'ojcze nasz' to ja tak na chama glosno po polsku mowilam i wszyscy sie na mnie gapili, ale w sumie po 4 wersach zapomnialam co jest dalej, wiec sie zamknelam; albo jak poszlam do komunii, ksiadz mi powiedzial 'oto cialo chrystusa' a ja mu na to 'dzięki'(po polsku), wiem jestem okropna xd; jak jest 'przekazcie sobie znak pokoju' to wszyscy sie przytulaja i mowia 'peace' xd), a potem pojechalismy na ciasto do bridget. byla tam jej kolezanka Sara, ktora wiedziala mniej wiecej gdzie lezy Polska! (w sumie to tylko dlatego, ze jej rodzina jest z Włoch, wiec nadal uwazam, ze amerykanie sa glupi ;p)
w poniedzialek pojechalam do szkoly wybierac plan. mamy dzien A i B, w kazdym po 4 lekcje po 90min, przerwy 5min i jedna na lunch (chyba po 3 lekcji) 45min. Więc:
Sem. 1 A-Day:
1. ekologia (jak sie zapytalam babki co sie robi na tych lekcjach powiedziala mi, ze chodzisz do lasu i zbierasz liscie xd)
2. tex and app (jednym slowem szycie ;dd)
3. us history (podobno strasznie trudne, szczegolnie dla wymiencow, a dla nich jest to obowiazkowe)
4. percussion ensemble ('zespol instrumentow perkusyjnych') juz poznalam mojego nauczyciela, wtedy kiedy bylam na tym przedstawieniu ;d
B-Day:
1. yearbook ;dd
2. algebra 2
3. english 3
4. education media (w sumie nie mam pojecia co to jest, ale musialam to wziac, zeby moc wziac foto i video w 2 sem.)
Sem. 2 A-Day:
1. video production
2. us history
3. digital photography
4. perc.
B-Day:
1. yearbook
2. algebra 2
3. english 3
4. sculpture (powiedzmy, ze rzezbienie)
lekcje zaczynaja sie o 8.20, i mam do szkoly strasznie blisko, wiec pewnie bede wstawac gdzies o 8 ;d
wczoraj bylismy z blakiem w szkole, zeby wlorzyc rzeczy do szafek. kod, ktory dostalam do szafki oczywiscie nie dzialal, wiec musielismy latac po ludziach, zeby dali nam poprawdy kod i siedzielismy w szkole gdzie 1.5h a przyszlismy tylko na chwile. jak juz mielismy ten kod blake chcial otworzyc moja szafke i pyta sie mnie o kod a ja mu mowie 'trzynascie, trzydziescipiec, dwadziesciajeden' a ten przerazony patrzy na mnie i wrzeszy 'WHAT?!' muahaha. potem wrocilismy do domu i oczywiscie ogladalismy tv. jak mnie to wkurwia, ze tu wszystkie programy zaczynaja sie o tej samej porze i maja o ten samej porze reklamy! ok. 18 pojechalismy do bridget 'na imprezke', nic sie nie dzialo, wiec pojechalismy do restaurana, takiego typowo amerykanskiego. po jedzeniu wrocilismy do bridget, gdzie imprezka sie juz rozkrecila (to jej 21 urodziny, wiec moze juz legalnie pic, wiec wiadomo co sie dzialo). grali tam w taka gre, ze sie wrzuca pileczke pingpongowa do kubkow przeciwnikow, i jak sie trafi tamten pije zawartosc kubka. sally powiedziala zebym tego nie ogladala, bo nie jestem jeszcze pelnoletnia, a ja jej na to 'nie no spoko, u mnie w polsce pijemy od 12 roku zycia' xd
dzisiaj rano pojechalam na trening pilki noznej. bede menedżerem obu drużyn - chłopaków i dziewczyn. tzn bede liczyc pkt itp. to bedzie straaasznie nudne.. no i gdzies od 11 jestem w domu i nic nie robie. lovely. (jest teraz 18). Nie wierze, ze to mowie, ale nie moge sie doczekac szkoly!!!

30.08.2010 :: 01:23 Komentuj (0)

w czwartek juz sie troche dzialo. razem z kolezanami blake'a pojechalismy na tzw. 'floating', czyli splyw. wzielismy jego trucka, te takie kola na ktorych sie plywa i pojechalismy po marley. ona dala nam jeszcze swoje i pojechala po abby. a ja z blakiem pojechalismy odwiezc kola na poczatek trasy, a potem w miejsce, gdzie mial konczyc sie ten splyw. jezeli nie kapujecie to sie nie martwcie, bo to nie takie wazne. no wiec jestesmy juz sobie na poczatku tej trasy, musielismy isc z 0.5km i abby mowi, ze ona wraca, bo nigdy tu nie byla i ze nie chce ryzykowac. marley nie chciala zostawiac jej samej, wiec powiedziala, ze tez wraca. ja powiedzialam, ze chce 'splynac', bo w sumie nigdy tego nie robilam, i zaczelam je namawiac. w koncu sie zgodzily przez moj 'cute accent' ;d w sumie to splyw byl nudny, rzeka byla strasznie wolna. pouczylam ich troche 'polish dirty words', no i ogolnie gadalismy o wszystkim. abby jest ostro pojebana ;d w sumie nie wiedzielismy gdzie wysiasc, zobaczylismy jakis most, i oni stwierdzili, ze jestesmy za daleko. przybilismy do brzegu i zaczelismy sie przedzierac przez las. nie moglismy isc dalej, bo bylo tam bajoro. dziewczyny zaczely wrzeszczec 'help!' jakas grupka byla na moscie i powiedziala nam, ze musimy sie cofnac. wiec znowu przedzieralismy sie przez ten las, potem musielismy przeplynac rzeke i wspinac sie pod gore, caly czas z tymi kolami. tamta grupka na moscie skakala do wody. blake zapytal sie goscia czy moze pozyczyc telefon, a ten mowi 'tak, jasne' i skoczyl do wody. poszlismy wiec dalej. znalezlismy ich samochod, okazalo sie, ze jest otwarty, wiec blake otworzyl drzwi, wzial telefon i zadzwonil do tori. i mowi do niej tak 'czesc, tori, wlasnie sie wlamalem do samochodu, ukradlem telefon i dzwonie do ciebie po pomoc.' potem szlismy jakies 2km i przyjechala po nas tori. miala normalny osobowy samochod, wiec nie mielismy gdzie wlozyc te kola. polorzylismy je na dachu i spielismy paskiem i trzymalismy te paski przez okna xd ok 18 poszlam na orientacje, dla nowych osob, do szkoly. Poznalam tam jorje(wydaje mi się, ze tak się pisze jego imię, wymawia się 'horhe') innego wymienca z meksyku. W piątek menedżerowałam 2 mecze – dziewczyn i chlopakow, oba zespoly przegraly. Było strasznie zimno.. Wieczorem pojechalismy na mecz footballu. Rodzinka w sumie mnie olała, brooke poszla do swoich kolezanek, blake'a niestety nie było, bo pojechal na camping na caly weekend. Tez mialam jechac, ale sally cos tam gadala i w koncu zostalam. W sumie to dobrze, bo to takie cos z kosciola było, co mnie zupelnie nie kreci. Na szczescie była tam Annelise, która się mna zajela. Poznalam tam tez dziewczyne z mongolii – Ulemj (ulemż). W sobote John (kolega blake'a, którego poznalam w jednym z pierwszych dni) zabral mnie, Brooke i swoje siostre Morgan na kregle. Zaplacilismy z 20$ za gre co moim zdaniem jest bardzo tanio. Potem wrocilismy do domu, ogladalismy tv i gralismy na wii. W niedziele oczywiscie pojechalismy do kosciola. Sally była gdzies o 8, edziowi się nie chcialo, a blake jeszcze nie wrocil, więc poszlam tylko ja i brooke. Po kosciele jezdzilysmy we 3 po spozywczakach, po jedzenie na 'impreze'. Robia je na moja (ulemj i jorje) cześć ;d w mojej szkole w sumie będzie 5 wymiencow – ja, ulemj, jorje i 2 dziewczyny z czech (jedna ma na imię terezka i durni amerykanie nie potrafia tego wymowic, a druga ma na imię jakos na m..). jedna dziewczyne z czech już widzialam, ale jeszcze nie gadalysmy. Ciekawe czy będzie się dalo tak, ze ja po polsku, a one po czesku ;)
Fotek nie mam, bo nic się nie dzieje, a poza tym chodze caly czas wkurwiona przez sally.
Będzie dobrze, będzie dobrze, będzie dobrze!

07.09.2010 :: 01:21 Komentuj (0)

jak ja dlugo nie pisalam!
zupelnie nie mam czasu, szkole mam do 15, potem najczesciej sa mecze w noge, na ktorych mam byc, potem mam trening (zdecydowalam grac w noge ;d dziewczyny sa na prawde zajebiste ;d), ok 7.30 jestem w domu, jem kolacje, robie lekcje i ide spac. dzisiaj jest swieto pracy i wlasnie wrocilismy z kempingu. bylismy tam caly weekend. bylo nudno i zimno. i za 2 tyg musze jechac na kemping znowu, na orientacje z innymi wymiencami.
w szkole mi sie podoba, w sumie to mam tylko 3 przedmioty do uczenia sie (z 8). historie, angielski i ekologie. zamienilam algebre na urzadzanie wnetrz. jeszcze nie mialam tej lekcji, bede miec w srode.
strasznie mnie denerwuje, ze mowia, ze moj angielski jest 'fine''. rozumiem wszystko co do mnie mowia, jak ja mowie to tez mnie rozumieja, wiec gdzie jest kurwa problem?! amerykanie w ogole nie przeklinaja! tylko tacy, ze zlych rodzin. serio.
z 'glupoty amerykanow':
6. w meksyku mowi sie po meksykansku.
7. czy w polsce mamy kuurydze w kolbach?
8. 'przygody huckleberry finna' napisal tom sawyer.
ogolnie wszystko piknie, nie mam weny. pozniej dodam fotki z kempingu i jakos w tygodniu albo w przyszly weekend opisze przedmioty.

08.09.2010 :: 04:53 Komentuj (4)

mam w sumie czas, wiec moge teraz napisac. czuje sie beznadziejnie w tej rodzinie, codziennie rycze. sally mnie wkurwia jak nie wiem co, brooke jest pierdolona egoistka a blake wszystko strasznie przeżywa. edzia w sumie nigdy nie ma, wiec nic do niego nie mam. brooke jest okropna, jest takim rozpieszczonym bachorem, w sumie blake tez jest rozpieszczony. bylismy kupic mi kostium (to bylo gdzies 2tyg temu) i nie moglam nic znalezc (pojechalismy do jakiegos najtanszego sklepu w okolicy, bo przeciez nie jestem ich dzieckiem, nie bede przeplacac). pojechalismy wiec do drugiego sklepu i oboje byli juz strasznie znudzeni, ja poszlam do przymierzali i jak wrocilam wozek juz byl pelen ciuchow. sally im to wszystko kupila, a jak wziela moj kostium (za 4$!) to widzialam, ze jest zla. wczoraj poprosilam sally zebysmy pojechali na zakupy, bo potrzebuje strasznie duzo rzeczy, glownie na treningi. podczas kolacji sally powiedziala, ze chce jechac na zakupy, a brooke na to 'czego ona znowu potrzebuje?!' (i patrzy na mnie z pogarda). w koncu nie pojechalismy. sally dala mi mase starych, obrzydliwych, w ogole nie pasujacych ubran (jej corki w ogole nie maja stylu, sa grube i niskie, wiec wszystkie rzeczy byly dla mnie za male) i powiedziala, ze nie potrzebuje juz zakupow. nienawidze tej rodziny!
dobra, mialo byc o szkole.
a wiec moja pierwsza lekcja w planie A, jest ekologia. uczymy sie tam o wodzie. w sumie ta lekcja jest nudna, ale mam fajnego nauczyciela. dzisiaj badalismy probki wody, dodajac rozne rzeczy do niej, tak zeby zmienila kolor.
kolejna lekcja jest text. & app. czyli ubrania, moda, szycie. lubie ta lekcje. szkoda, ze poki co nie szyjemy. mamy za jakis czas szyc poszewke na poduszke i spodnie od piżamy ;d narazie uczymy sie co nosili np w 1800r, co jest teraz modne itp.
pozniej mam lunch, ktory uwazam, ze jest za dlugi (45min), juniorzy i seniorzy moga w tym czasie wyjechac ze szkoly, co moim zdaniem nie ma sensu, bo wszedzie jest ponad godzina drogi.
potem mam us history. mam b. fajnego nauczyciela, uczy on 40 lat. sama historia jest w sumie nudnawa.. na kazdej lekcji mamy kartkowki, wymiency przez 1miesiac moga uzywac swoich notatek, wiec dostalam dzisiaj swoja pierwsza ocene - A ;d
moja ostatnia lekcja jest percussion. mam zaje nauczyciela ;d jest on takim smiesznym grubasem ;d wszystko nam tlumaczy na jedzeniu - np melodia jaka mamy grac na bebnach jest - cup-cake cup-cake peanutbutter peanutbutter muffin. dobra niewazne xd w maju mamy jechac do Spokane dac koncert ;d szczegol, ze mamy za ten wyjazd placic 140$ wiec w sumie wychodzi, ze placisz za ocene. ale zaplace wszystko, zeby sie wydostac chociaz na chwile z tego zadupia!
w planie B pierwszy mam yearbook. w sumie nie potrafie opisac co my tam robimy - po prostu robimy zdjecia i tworzymy yearbooka ;d podoba mi sieee.
drugie bede miec urzadzanie wnetrz. jeszcze nie mialam tej lekcji, opisze jak bede mogla. zamielilam ta z algebra. mowia serio, bylo trudno. a poza tym mialabym kupic jakis kalkulator za 100$, podziekuje.
trzeci mam angielski. moja nauczycielka jest w 8miesiacu ciazy! nie no spoko.
4 mam educational media. bawimy sie tam w photoshopie. ostatnio zrobilam taka fajna prace ;d postaram sie jutro ja jakos wziac zebyscie mogli zobaczyc (czy tu ktos w ogole wchodzi?)

jest mi tak źleeee ;< na dodatek jestem taka beznadziejna w noge.. dzisiaj dostalam 'jersey' (czyli ten uniform, czy jak to sie zwie, do grania w noge). moja trenerka nawet sie nie zapytala jaki chce miec numer ;/ i mam '14' ;/ beznadziejnie. ale to w sumie najlepsza rzecz, ktora mnie spotkala dzisiaj. dostalam 2 koszulki, spodenki i skarpety. mam nadzeje, ze bede mogla to zachowac. a nie, spotkala mnie dzisiaj jeszcze jedna dobra rzecz - list od mojego kochanego maxa, mojego kolegi. w sumie to jego najbardziej tutaj lubie. wiekszosc ludzi mnie poprostu olewa ;//

14.09.2010 :: 04:44 Komentuj (3)

Duzo sie wydarzylo!
Sroda byla okropnym dniem. Przyjechala do mnie koordynatorka, z powodu mojego 'zlego zachowania'. powiedziala mi, ze jest w tej pracy od 20 i nigdy nie miala tak chamskiej osoby jak ja. a to tylko dlatego, ze powiedzialam 'okej' do sekretarki w szkole!!! no dobra, wrzeszczala na mnie ponad godzine, ja ryczalam, tez mielismy rodzinna (rodzice, ja i ona) rozmowe. w sumie z rodzina jest troche lepiej. i koordynatorka zakazala mi uzywac kompa. mam 1h na tydzien!
czwartek. w czw. po szkole mielismy mecze (chlopaki i dziewczyny). ja nie moglam jeszcze grac, bo musze zakonczyc 10 treningow. ale i tak tam bylam jako czlonek zespolu. jestem menedzerem chlopakow, wiec tez zostalam na lawce na ich meczu. Max jest w druzynie, ale nie moze grac, bo ma problem z sercem, wiec siedzielismy tam razem. zaczelo strasznie lac i bylo zimno, wiec mozna sie domyslic co robilismy ;p
w pt. mielismy mecze na wyjezdzie. oczywiscie siedzialam w autobusie z Maxem. tak, w piatek duzo sie miedzy nami dzialo..
w sobote pojechalismy do Silverwood, do parku rozrywki. mialo jechac duzo osob (m.in. Max) ale w koncu bylismy tylko w 5 (ja, Blake, Marley, Abby i Weston) bylo strasznie fajnie, ale po tych roller coasterach bylo mi pozniej niedobrze ;p

ja, Abby, Marley i Doug (ktorego spotkalismy na miejcu)

Abby. jest ona niezle pokrecona

jaa
bylismy pozniej na kolacji. jest mi przykro z powodu innych dziewczyn, ze wszyscy chlopcy tu na mnie leca ;p serio. bo np. Weston podoba sie Abby, ale on woli mnie.
w niedziele oczywscie bylismy w kosciele. na 8.30! (a wrocilismy do domu o 12 w nocy), Brooke dostala czkawki, i byla strasznie glosno, a ja nie moglam przestac sie smiac. oczywscie blake to bardzo przezyl (byl ministrantem i po mszy robil nam wyrzuty). potem wrocilismy do domu, gadalam w koncu z rodzina na skypie, a potem pojechalam z sally na zakupy. wszystko musze tu sobie kupowac sama. w koncu mam telefon. o 7 pojechalismy na spotkanie takie do bierzmowania. byl tam Max i jego siostra Maddie, z ktora gram w noge. powiedziala mi, ze max mnie strasznie lubi i jak mnie zapyta o chodzienie to mam powiedziec 'tak', a potem mamy wziac slub, zebym byla jej przybrana siostra! maddie jest swietna ;d
to takie zenujace jak mnie wszyscy pytaja o niego, szczegolnie sally. wszyscy mi mowia, ze powinnismy byc razem..
dzisiaj na percussion, moj kolega Chanse wrzasnal 'this chick is hot!' i zapytal mnie czy bysmy sie kiedys nie umowili. hahaha. w ogole cala szkola mnie uwielbia, wszyscy mnie znaja, ide sobie korytarzem i wszyscy mi mowia 'hi'.
jest gooood.

16.09.2010 :: 05:29 Komentuj (2)

wariuje przez rutyne. kazdy dzien jest taki sam.
dobra, wtorek:
rano, jeszcze nawet nie weszlam do szkoly, zlapala mnie maddie, siostra maxa, i powiedziala, ze mam odpowiedziec mu 'tak'. poszlam do mojej szafki, gdy wypakowywalam rzeczy przyszedl max i dal mi karteczke z napisem 'pójdziesz ze mną?'. ja oczywiscie zaczelam sie smiac i mu mowie, ze to jest niepoprawnie, a on na to 'fuckin google translator!' hahahah. odpisalam mu 'tak'. a on sie pyta co to znaczy. wiec pozniej mu napisalam po rosyjsku. ten nadal nie rozumie. potem po niemiecku, francuski, hiszpansku i w koncu po angielsku ;pp potem usiedlismy razem i gadalismy, przyszedl chanse i zaczal gadac jaka jestem fajna i czy sie z nim nie umowie, a to wszystko przy maxie. haha. bylo mi tak strasznie glupio.. nie mam zadnego, jakiegos normalnego zdjecia maxa, przepraszam ;p
na ang. mielismy oddawac prace domowa, ktorej nie zrobilam, bo zupelnie nie rozumialam pytan. nauczyciel powiedzial mi, ze jest ok i dal mi maksymalna ilosc pkt ;d po treningu bylo 'powderpuff game', dziewczyny graly w football. juniors vs seniors.
dzisiaj nic sie nie dzialo, na advisory ludzie z mojej klasy zadawali mi idiotyczne pytania, w stylu 'czy w polsce mamy krola?'. strasznie dzisiaj tesknilam za domem i za znajomymi. na treningu bylo juz lepiej, bo dziewczyny sa kochane.

'głupota amerykanów'
9. podlewają trawniki nawet jak pada deszcz
10. strasznie się zdziwili, ze ich nalesniki (te grube takie) albo gofry jem nozem i widelcem. nawet przy normalnym posilu, jezeli uzywaja sztuccow, to wbijaja po prostu widelec pionowo prawa reka i kroja lewa.
11. juz wiem dlaczego mysla, ze w polsce jest zimno! bo myla ja z biegunem polnocnym! serio! mysla, ze 'North Pole' to to samo so 'POLEland'
12. w ogole nie maja zeszytow w kratke!

nie mam zupelnie pieniedzy, bo moja rodzina nie chce za mnie placic. 'darmowe' mam tylko sniadanie i kolacje (lunch jezeli wezme z domu). strasznie mnie to wkurwia i chce wpierdalac na zlosc jak najwiecej sie da ;p no ale tez nie chce byc gruba ;ppp

20.09.2010 :: 04:15 Komentuj (3)

nie mam pojecia co robilam w srode, wiec przejde do czwartku ;p
a wiec w czw po lekcjach mialam znowu sie spotkac z moja koordynatorka. milam przygotowac dla niej 3 listy: co tutaj mi sie podoba, co mi sie nie podoba i co w tym tyg robilam z moja rodzina. w sumie nie bylo tak zle. potem wrocilam do szkoly. poszlam na trening chlopakow, bo max zabral moja ksiazke od ang, wiec nie moglam odrobic lekcji na 'stolowce'. nie mam pojecia jak to inaczej nazwac. no dobra, poszlam tam, i odrabialam je na trybunach ;p
jak wrocilam do domu, podczas kolacji sally sie mnie zapytala o ktorej mam trening nastepnego dnia, a ja powiedzialam, ze nie wiem i ze jade z chlopakami na mecz, bo jestem menedżerem. a ta mi na to ze nic tam nie robie, wcale nie menedżeruje tylko siedze sobie z maxem. wiec zabronila mi jechac.
w tym tygodniu mielismy 'homecoming week' wiec kazdego dnia sie roznie przebieralismy. w sumie malo osob sie przebieralo, macie tu zdjecie ktore ukradlam z fejsbuka:

mozna sie latwo domyslic, ze to byl dzien superbohatera ;d
mielismy tez 'powderpuff game' czyli dziewczyny graja w football - juniorzy vs seniorzy. seniorzy (a raczej seniorki) wygraly 26 do zera ;d

w pt. byl spirit day - czyli wczyscy ubierali sie w kolory szoly (pomaranczowy, czarny, srebrny, biały). ja i dziewczyny z druzyny zalorzylysmy nasze stroje pilkarki, futbolisci swoje itd. tutaj macie moich juniorów:

pierwsza i 2 lekcje mielismy skrocona, przed lunchem poszlismy na sale gimnastyczna, 'zatanczyly' cheerleaderki, rzucali nam sukierki, a potem wszyscy ktorzy w cos graja poszli do przebieralni dziewczyn, zeby pozniej wychodzic po kolei na srodek i machac do ludzi ;p
potem mielismy lunch. Madalyn i jej kolezanka, zeby bylo smieszniej siotra Chansa, zaczely mi gadac o moim slubie z Maxem i o naszych dzieciach..
Na percussion idzie mi beznadziejnie.. ;(
Po lekcjach jak zawsze usiadlam przy naszym stoliku na 'stolowce', zeby odrabiac lekcje, ale nikogo nie bylo. moja rodzina mnie zostawila w szkole, a sami pojechali na mecz, na ktory ja nie moglam pojechac, bo przeciec nic nie robie tylko siedzie kolo maxa. na szczescie maddie spoznila sie na swoj autobus, znalazlysmy podwozke do jej domu - Dani. pojechali z nami jeszcze Abby, Allison i jej chlopak Dakota. bylismy tam w sumie z 15min, bo musielimy wracac do szkoly, bo dziewczny chcialy jechac na platformie. ja z maddie wolalysmy dostawac cukierki, wiec nie jechalysmy tylko stalysmy na ulicy, i obserwowalysmy cala parade. to bylo takie super, ze oni sobie jechali na tych platformach znudzeni, w ogole nie chcieli rzucac tych cukierkow, a gdy mnie widzieli wrzeszczeli 'Charlie! Charlie!' i rzucali mi je garsciami ;dd potem wrocilysmy do szkoly na mecz. kocham tych ludzi. nauczylam ich 'suka' i caly czas to wrzeszcza, glownie Abby i Marley. zawsze jak mnie widza wrzeszcza 'głupia suka!' hahaha, albo 'pierdol się!' hahaha. ale ostatnio tez ich nauczylam 'kocham cie' i wszyscy do mnie podchodza i mowia 'hey, Charlie, kocham cię'. ;)))
oto platfoma juniorow:

w sobote byla orientacja dla wymiencow. bylam strasznie zla po 1. w sobote mial byc moj pierwszy mecz, na ktorym moglam grac, po 2 mial byc homecoming dance.. ;( orientacja byla beznadziejna. byly 4 grupy: niemiecka, czeska, hiszpanska i mongolska i kazdy gadal w swoim jezyku, a ja bylam sama ;( na szczescie udalo mi sie wrocic wczesniej. w sobote wieczorem mielismy ognisko, i kazda grupa spiewala piosenki w swoim jezyku. mnnie olali.w koncu przyszlo do spiewania hymnu. kazda grupa spiewala swoj hymn i w koncu przyszla moja kolej. jak spiewalam myslalam, ze sie porycze. strasznie czesto mowilam jak nienawidze polski itp. ale teraz jak jestem tutaj, naprawde z duma mowie, ze jestem z polski. wiec zaspiewalam hymn i dostalam brawa na stojaco i kazdy mi gratulowal, ze mam swietny glos - jedyna dobra rzecz podczas tego wyjazdu. jak wrocilam to przez 3h robilam prace domowa. w sumie nawet jeszcze nie skonczylam.

24.09.2010 :: 05:47 Komentuj (4)

czemu mowia do mnie Charlie.. hmm.. w sumie to dluga historia.. najproscie powiedziec, ze kazdy kto nie jest z polski tak mnie nazywa. denerwuje mnie strasznie, ze nie potrafia powiedziec dobrze mojego imienia. najgorzej jest jak musza je przeczytac, wychodzi mi 'ełelina', 'julina', 'ełelajna' co mnie wnerwia jak nie wiem co. dzisiaj na treningu, podeszla do mnie Zahra i sie zapytala 'ej, to ty masz na imie Ełandżelina?'. to po 1. po 2, nie, dzisiaj znowu nie dam zdjecia maxa ;ppp ale w sobote zamierzam wziac aparat, i porobic troche zdjec. mamy w sobote mecze (chlopaki i dziewczyny), potem ide z maxem do skateparku i potem jest u niego noc filmowa ;d
z rodzinka mysle, ze jest lepiej. wole jej nie zmieniac, bo nie jest tragicznie. dzisiaj odbylismy rozmowe, i musze do nich mowic 'tato' i 'mamo'..
dobra, poniedziałek:
dzień jak codzień (chyba to sie pisze oddzielnie). po treningu poszlismy na spotkanie dla tych co sa w chorze albo percussion. nic ciekawego. wrocilismy do domu ok 8. nastepnego dnia miala byc sprzedac wypiekow, zeby zarobic kase np. na stroje do nogi. koordynatorka mi powiedziala, zeby sie zblizyc do rodziny, najprosciej z nimi cos ugotowac, wiec chialam cos upiec. w sumie znam tylko przepis na bezy, nie wyszly za dobrze, ale smak byl ok. sally zupelnie mnie olala, nastawila piekarnik, dala cukier i poszla sobie do pokoju. i to ja sie izoluje i nie chce spedziac czasu z moja rodzina.
we wtorek po szkole mial byc moj pierwszy mecz, ale trenerka nie wpuscila mnie na boisko. a ja sie tak cieszylam. niewiadomo dlaczego bolal mnie strasznie kregoslup a musialam isc na przesluchanie do musicalu (to byl ostatni termin). ryczalam jak glupia z bolu i wszyscy mysleli ze tak sie stresuje. nie poszlo mi za dobrze.
w srode mielismy tylko 2 lekcje, w sumie nie wiem dlaczego. musialam jechac z edziem do domu o 12.30, ale wolalam zostac w szkole ze znajomymi. zadzwonilam wiec do niego. musialam mu powiedziec dokladnie z kim zostaje (4 imiona mu nie wystarczyly) i gdzie. powiedzialam mu, ze jestesmy w bibliotece, to sie zapytal czy tam zostaniemy. strasznie mnie wkurwial, az mialam mu ochote powiedziec ze np. w bibliotece jestesmy na 16min, o 12.53 pojde siku, a o 12.55 wypije łyka wody itd. w koncu gadal z maxem, on powiedzial mu, ze jestesmy w bibliotece, jest tu pare osob i to tyle. fajnie, ze mi nie ufaja. w sumie zostalam sama z maxem, tlumaczylam mu jakas ksiazke dla dzieci na polski. gdzies o 2.30 przyjechal tata maxa i pojechalismy do kosciola. jak to smiesznie brzmi. mylismy tam okna. to brzmi jeszcze lepiej. o 5 bylismy pod szkola, bo o 5.30 mialam trening. nie chciali zebym czekala, wiec pojechalismy do nich do domu. bylismy w sumie tam z 10min i potem max mnie odwiozl do szkoly. po treningu w koncu pojechalam do banku. musze oddac sally ze 100 dolcow. potem mielismy sniadanie na kolacje ;d
dzisiaj razem z moja 'szyjącą' klasa pojechalismy szukac materialow na nasze poduszki. zapomnialam mojej zgody (jeden jedyny raz (z ok 6)) wiec musialam zadzwonic do 'taty'. nauczycielka byla chamska i powiedziala, ze wymiency zawsze tego zapominaja. dobra, niewazne. przez ta wyciecze spoznilismy sie na 3 lekcje. ja, marketa i ulemj, wszystkie bylysmy na wycieczce i kolejna mialysmy historie. nauczyciel (mr. J (zajebisty czlowiek, ma zone polke, zapytalam sie czy potrafi cos powiedziec po polsku (bylam pewna, ze przeklnie), i powiedzial 'dobrze' haha) spytal sie dlaczego sie spoznilysmy. powiedzialam mu, ze bylysmy na wycieczce, ale on nie uslyszal, wiec zaczal sobie wymyslac historie, np. ze mialysmy klopoty, bo pilysmy alkohol podczas lunchu. ale jego ostateczna wersja bylo, ze to przez naszych chlopakow. ja oczywiscie robilam sobie jaja i powiedzialam 'yeah, sure', ale on sie nie skapnal i serio tak myslal. zapytal sie ulemj o imie jej chlopaka, ta mu powiedziala, ze go nie ma, potem markety, ta mu powiedziala to samo, a potem mnie, ja oczywiscie zrobilam sie cala czerwona i mowie 'max, but we were on a field trip' a ten na to 'yeah, yeah, sure'. na percussion mysle, ze idzie mi troche lepiej. bashor umiescil mnie w nowym utworze, gram w 3 z 4. muahaha. zeby bylo smieszniej ten jeden w ktorym nie gram to chopina. moim zdaniem brzmi to beznadziejnie. nie chodzi mi o wykonanie, ale ten utwor bardziej pasuje na fortepian, a nie ksylofon czy marimbe. jak nie gralam widzialam liste osob, ktore maja przyjsc znowu na przeluchanie. mnie tam nie bylo. to chyba znaczy, ze nie bede w przedstawieniu ;<< po lekcjach oczywiscie siedzielismy przy naszym stole. chanse, forest i ethan nagrywali swoja piosenke, i wszyscy poszlismy posluchac. potem trening, kolacja (zajebiscie dobra ;dd), rozmowa z 'rodzicami' (jak mnie smiesza jak proboja ze mna gadac o maxie), praca domowa i spanie.

nie wiem po co ameryanie sie pytaja 'jak ci mija dzien?' skoro i tak nie sluchaja odpowiedzi.

26.09.2010 :: 23:00 Komentuj (3)

jestem okropna i nie mam zadnego zdjecia.
piąąątek.
w yearbooku robie strony o siatkowce. wszyscy sie jaraja, ze to super wyglada, tez mi sie podoba. na urzadzeniu wnetrz w sumie nic nie robimy. mam to z ta sama nauczycielka co szycie, wiec pozwala mi dokonczyc moj projekt. w poniedzialek bedzie gotowy ;d na lunchu max zostawil mnie sama i gdzies sobie poszedl nic nie mowiac. niezle sie wkurwilam. na angielskim myslalam, ze zasne. na mediach mam beznadziejnych ludzi, chlopakow, ktorzy caly czas opowiadaja jak sie spili ostatnio itp. po lekcjach strasznie sie nudzilam. forrest gadal o tym jak fajnie jest byc buddysta, ogolnie on jest jakis powalony xd przyszedl chanse i powiedzial, ze bede grac ''mala ruda dziewczynke' a on charliego browna i on sie we mnie buja, chcialam mu powiedziec 'to tal jak w normalnym zyciu' haha. siedzielismy sobie w szkole i nagle wszystkie drzwi zaczely sie zamykac i zgaslo swiatlo. nie bylo pradu. wyrzucili nas ze szkoly, o 5.30 mialysmy trening. na szczescie krotszy - do 6.30. ok 7.30 pojechalam z maxem do miasta. pojechalismy do takiego zaje sklepu, normalnie ze wszystkim. bylismy tez na placu zabaw.. tutaj czesto robia tak, ze sa np. lawki i ludzie kupuja sobie podpis na niej i kasa idzie glownie na ulepszenie parku. i tak tez bylo na placu zabaw. byl plot i na deskach byly imiona dzieci. max chcial mi wytlumaczyc dlaczego tam sa te imiona i mowi 'look, there names of kids..' a ja mu dokonczylam 'who died here'. jestem okropna, wiem. pojechalismy na lodyyyy.. ok 10.30 wrocilismy do mnie, ogladalismy fineasza i ferba ;dd nastepnego dnia rano mielismy mecz. dziewczyny mialy grac pierwsze, o 11, a chlopaki o 13. ale wyszlo na odwrot. trenerka pozwolila mi grac. jak wchodzilam na boisko wszyscy bili mi brawo, i wolali 'go charlie', to bylo takie mileee.. a po meczu mowili mi 'good job' (strasznie mnie to wkurwia, mowia ta caly czas, nawet jak dajesz dupy (w sensie ci nie idzie, nie doslownie ;ppp)) i ze byli ze mnie dumni. madalyn przywalila jednej dziewczynie pilka tak, ze rozwalila jej brew, warge i nos. haha. i tak przegralysmy. w sumie mamy tylko 1 mecz wygrany. chlopaki chyba 0 ;p
po meczu mialam do wyboru - albo jechac z rodzina do walmartu, albo wrocic autbousem do szkoly, i potem wrocic z maxem do domu. w sumie zalezalo mi tylko na prysznicu, bylo strasznie goraca.. wrocilam autobusem. zatrzymalismy sie przy restauracjach. zjedlismy pizze i lody ;dd potem max mnie odwiozl do domu. bylismy sami z godzine. sally sie niezle wnerwila i powiedziala, ze nie mozemy sie tu spotykac jak nikogo nie ma. o 5.30 pojechalismy do niego do domu, bo o 6 miala sie zaczac 'noc filmowa'. w sumie filmy zaczelismy ogladac gdzies od 9, no ale dobra. bylo tam z 25 osob!
dzisiaj poszlismy do kosciola na 8.30. maja tu tylko 1 msze. od przyszlego tygodnia bedzie ona o 10. potem musielismy sprzatac kosciol.... a potem jak wrocilismy do domu sprzatalismy..... co za beznadziej...
Max cały czas mówi, ze za rok to on pojedzie na wymianę do Polski. Haha.

01.10.2010 :: 00:33 Komentuj (2)

mam mnostwoo wolnego czasu, wiec pisze znowu.
jezeli chodzi o pogode, to jest w sumie podobna jak w polsce. myslalam, ze bedzie duzo zimniej, ale przez ostatnie pare dni mamy po 25 stopni.
jezeli chodzi o cheerleading, to bede cheerleaderka na zime ;)

w poniedzialek p. henderson zapytal mnie o cos, a ja mu odp. po polsku. ten mi na to 'that's right!' to bylo dobre.
na szyciu w koncu skonczylam mojego slonia:

to ten z tylu. tutaj sa jeszcze inne prace:

we wtorek po szkole mialam mecz. trenerka zdjela mnie gdzies po 5min.
w srode po szkole nie mialam treningu, wiec pojechalam do maxa. sally pozwolila mi jechac 'tylko jezeli dorosli beda w domu'. haha. w sumie to tylko ogladalismy tv, o 8 musialam byc juz w domu.
w czwartek z samego rana mialam 'wyprawe' z ekologii. bylismy nad jeziorem. w sumie bylo fajnie, ale mialam miec tez mecz. byl on o 4, a wrocilismy do szkoly ok3, wiec nie moglam jechac. rodzinka oczywiscie pojechala ogladac blake'a. nie mialam podwozki do domu a na dodatek moj telefon zdechł. na szczescie znalazlam ethana i odwiozl mnie on do domu. teraz nic nie robie, nie mam w ogole pracy domowej i ogolnie sie nudze.

to juz bylo z tydzien temu, no ale dobra.
wszyscy, ktorzy uczestnicza w jakims sporcie, dostawali taka kartke na szafke, zeby przytrzymac ich na duchu. (to te pomaranczowe, jakby cos ;p)

ja jej nie dostalam. niby nic wielkiego, no ale jednak cos. pewnego dnia ide sobie do mojej szafki, a tam:

max mi dal swoja ;))

a teraz z 'glupoty amerykanow':
13. w kosciele kazdy moze napic sie wina. jak szlam do komunii, przede mna byla dziewczynka, ktora miala z 8 lat. jak siegnela do kielicha to sie nie mogla oderwac. wypila z 2/3 zawartosci.
14. jak mylismy wtedy okna w kosciele to brooke sie mnie zapytala czy robilam to juz wczesniej. ja jej na to, ze w polsce w ogole nie mamy okien. i ona mi uwierzyla! nie zartuje!

03.10.2010 :: 06:44 Komentuj (5)

w czw. po napisaniu notki padlam, a byla dopiero 5 godzina. wrocila w koncu moja rodzinka, razem z babcia. przyjechala ona, bo Blake ma bierzmowanie w niedziele. w piatek przyjechal tez jego wujek. od 7, na szczescie mielismy probe na przedstawienie. siara, bo jestem tylko w jednej scenie i na dodatek nic nie mowie. ale za to bede spiewac, tez nie solo, ale jednak. o 8.20 skonczylismy, ale Blake gra jedna z glowbych rol, wiec musielismy zostac na dluzej. bylismy tam do 9.
od piatku nie moglam juz uzywac swoich notatek na quizie z historii. w ogole sie nie uczylam, bo (tak, wiem, jestem glupia) myslalam, ze wrzesien ma 31 dni, a notatki moglismy uzywac do konca miesiaca. to nieprawda, ze tu nikt nie sciaga. strzasznie mnie to wkurwilo, ze tyle osob oszukiwalo.
max jest w academic team, tzn. ze jest w druzynie gdzie odpowiada sie na pytania z roznych dziedzin. teraz bedzie spedzal kazdy lunch w klasie przygotowujac sie do konkursu. co za beznadziej.
na percussion idzie mi juz lepiej, co strasznie mnie cieszy.
po szkole pojechalam z maxem do miasta, bo chcial kupic fife. pojechal odebrac wyplate z pracy. potrzebowal 40$, a dostal tylko 7. wrocilismy, wiec do szkoly. od 5 mialam trening, na szczescie tylko do 6. po treningu razem z bradym i madalynn pojechalismy do maxa. o 8 mialam byc juz w domu, wiec bylam tam tylko z 1h. jakie to jest.. w sumie nie wiem jak to nazwac.. no powiedzmy, ze dziwne.. bo brady chodzi z madalynn, ja chodze z maxem, olga chodzila z tristanem, zahra bedzie chodzic z michaelem, po prostu druzyna dziewczyn chodzi z druzyna chlopakow. wszyscy jestesmy jak taka wielka rodzina, serio. nie ma osoby w ani jednej z druzyn, ktorej nie lubie. wszyscy zawsze trzymamy sie razem i jest to naprawde zajebiste. no dobra, wiec o 8 bylam juz w domu i mielismy rodzinna kolacje. w sobote razem z sally i jej mama pojechalysmy na zakupy. kupilam sobie taka smieszna bluze, haha. i jak ja kupowalam, to babka myslala, ze jestem amerykanka, dopiero jak jej dalam moja karte to sie zapytala skad jestem. jestem z siebie dumna ;d cala reszta (brooke, bridget, blake, ed i wujek nick) poszli na ryby. o 4 razem z brooke i blakiem pojechalismy na mecz siatkowki. porobilam troche zdjec, bo w yearbooku robie strony o siatkowce. nie sa w sumie za dobre, wiekszosc jest rozmazana.

tutaj cheyenne, madalynn i reesi, ktora chciala uciec od zdjecia (a wlasnie, reesi chodzi z dougiem, ona gra w siatkowke. mam obok niej szafke):

razem z maxem mialam jechac do andrew. byla 5 godzina, a o 6 mialabym byc w domu, wiec sally sie nie zgodzila. potem madalynn zaprosila mnie do kina, tez nie moglam jechac. bylam niezle wkurwiona.. no wiec bylam o 6 w domu, mielismy kolacje i gralismy w karty. woohoo, ale zabawa... (tak, to jest sarkazm). jutro o 10 blake i inni maja bierzmowanie, potem mamy brunch w kosciele. to na razie tyle co wiem z planow na jutro. reszte dnia pewnie bede musiala spedzic w domu, bo sally mnie nigdzie nie wypusci.

07.10.2010 :: 05:54 Komentuj (3)

w niedziele, tak jak mi powiedziano wczesniej, pojechalismy do kosciola. po bierzmowaniu wszyscy robili sobie zdjecia z biskupem. moja rodzinka zrobila sobie rodzinne zdjecie razem z nim. potem sally sie 'skapnęła', że nie bylo mnie na tym zdjeciu i mnie przeprosila. szczegol, ze jak tam stali razem to mnie widziala i sie na mnie gapila. potem mielismy brunch u ksiedza. potem pojechalismy do domu. robilam 'school pictures' blakowi i brooke, nie pytajcie dlaczego. moje robil blake.
to najlepsze zdjecie blakea:

a to brooke. wszyscy strasznie sie jaraja tym zdjeciem:
a to moje (wszyscy mi mowia, ze jestem b. fotogeniczna; szczegol, ze mam krzywy ryj):
o 7, ja, blake i ok. 10 innych osob, pojechalismy do labiryntu z kukurydzy. jechalismy w 3 samochodach. ja jechalam w 3 razem z maxem i madalynn. max zadzwonil do swojej przyjaciolki kaitlyn i okazalo sie, ze jedzie ta sama ulica. zrobilismy wiec 'przechwyt'. zatrzymalismy sie na srodku ulicy, zabralismy ja i odjechalismy. wszystko to musielismy robic bardzo szybko, bo nie znalismy trasy, a reszta nie wiedziala, ze ona bedzie z nami. labirynt sam w sobie byl kiepski. potem pojechalismy do walmartu.
to biale to spodnica ;p

tutaj daniel, a za nim kaitlyn:

pozniej pojechalismy do dairy queen (to taka wypasiona lodziarnia) i w koncu do domu.
w pon. wszyscy dostali swoje zdjecia druzynowe. nie wiem czy pisalam, ale mi ich nie zrobili, bo trenerka nie przyniosla mi stroju. po szkole chlopaki nie mieli treningu, wiec paru z nich zostalo po szkole. tzn. mieli trening, ale dopiero o 5.30, razem z nami. przez te 2h w sumie nic ciekawego nie robilismy. na treningu gralismy mecz. jakie to fajne, ze nikt tu nikogo nie wysmiewa i wszyscy sa tacy mili. u nas rzadem chlopak by nie podal do dziewczyny. sam jest niezle powalony. nie potrafie go obczaic. z jednej strony, podchodzi do wszystkich dziewczyn i sie do nich przytula, a czasem nawet caluje, a z drugiej zacheca chlopakow do zdejmowania koszulek i mowi do nich 'czesc, przyszedlem cie zgwalcic'. jak gralismy podchodzil do mnie i gadal jakies glupoty. np. 'mysle, ze doug, tristan i michael to geje, tak tylko ci mowie', i sobie poszedl. szczerze mowiac to sama mysle, ze tristan jest gejem. caly czas maca douga i maxa. jak chce zeby go sluchali, to bierze ich za rece.
we wtor. o 12 pojechalysmy na mecz. jechalysmy tam 3h. przegralysmy 7:0, ale gralo mi sie swietnie. wrocilysmy gdzies o 10. odebrala mnie jessica, kuzynka, ktora z nami mieszka. powiedziala mi, ze jak mysli o europie to wyobraza sobie sredniowieczne wioski. nie no, spoko.
w srode na yearbooku zamowilismy pizze. byla 9 rano, haha. na urzadzaniu wnetrz caly czas szyjemy, nie mam pojecia dlaczego, ale mi to pasuje. po szkole nie mialysmy treningu, ale i tak zostalam, bo blake mial trening. w tym czasie forrest pokazal nam wideo, gdzie gosciu skacze z kosmosu. nie pytajcie, serio. forrest jest pojebany, haha. trening mial sie skonczyc o 5.30, ale skonczyl sie o 6. w tym czasie oldze niezle odbijalo i porobilam jej troche zdjec. jej rodzice sa z rosji, i czasem, tak po prostu gada do ludzi po rusku, haha. jej mama ma 13 rodzenstwa, tata 10, a sama 4. to jest chore!



na kazdej lekcji mozna tutaj jesc i pic bez pytania. mozna tez żuć gume, co czasami jest obrzydliwe.


15. czy mamy frytki w polsce?

12.10.2010 :: 06:09 Komentuj (3)

nie pisalam tak dlugo, bo moj komp byl zepsuty. teraz dziala, ale sally mi powiedziala, ze musze dokupic jakies czesci, ktore kosztuja 200$.
w czw. cheyenne zrobila ciastka, ja dostalam 3, kiedy inni dostali po 1, haha. dala mi tez swoje zdjecie, ktore teraz wisi u mnie w szafce. po szkole jak zawsze mialysmy trening. czekajac, strasznie nam sie nudzilo i razem z zahra pisalysmy i rysowalysmy po teczce madalynn.
o 5.30 bylysmy jak zawsze na boisku. cwiczylysmy z 10min, ale szla burza, wiec trenerka odwolala trening. pojechalam wiec do maddie, razem z olga. jej glupota mnie rozwala. max zawsze zadaje mi jakies glupie pytania w stylu 'czy mamy chmury w polsce'. tym razem zapytal czy mamy burze w polsce i ja mu oczywiscie na to, ze nie, i olga mi uwierzyla. o 7 ich tata musial jechac do szkoly, wiec zabral i mnie. blake w tym czasie mial probe do musicalu. ok. 7.30 bylismy w domu. powiedzialam sally, ze we wtor. bedzie zebranie, na ktorym dyrektor chce zeby wymiency sie przedstawili, a ona mi na to, ze we wtor. na tym zebraniu maja gadac o seksie w szkole, haha. byla bojka po szkole i gdzies po niecalej godzinie filmik byl juz na youtubie.
w pt. na lunchu max musial isc do academic team, na szczescie nie musi chodzic tam codziennie, tylko raz w tygodniu. trening mialysmy od 5 do 6.30. dostalysmy kurtki i inne rzeczy, ktore zamowilismy. moja kurtka ma napis 'ginger jeden' a maddie 'ginger dwa'. mam tez bluze z moim nazwiskiem. po treningu maz mial nas odebrac, ale myslal, ze konczymy o 7, wiec musialysmy na niego czekac. jak bylismy juz w domu maddie sie zapytala czy moze przyjsc zahra, brady i michael. on jej odp. ze nie, bo nie ufa bradiemu (sam mial gdzies pojechac i mielismy zostac sami w domu). powiedzial tez, ze dobrze wie co w tym wieku chlopcom chodzi po glowie. maddie, jak to ona, zaczela sie smiac i powiedziala, ze i tak przyjda. zjadlysmy kolacje i potem ogladalismy tv. przyszla oczekiwana 3 i tata Mx2 wyjechal. gdzies po 10min maddie dostala sms 'ufam ci, wiem, ze jestes rozsadna. co robi max?'. haha. przed 9 ja i max wyjechalismy z domu, bo nasz film zaczynal sie o 9.40. po drodze zmienilismy samochod i jechalismy razem z forrestem. jaki on jest pojebany! nie wiem czy w dobrym sensie, napewno w smiesznym. kupilismy bilety i pojechalismy do walmartu po zarcie. film byl o, nic specjalnego. (bylismy na 'social network') w kinie mozna podniesc ta podporke pod lokiec do gory ;d w domu bylam po 12.
w sobote miala byc noc filmowa u maxa, tak, znowu. ale sally miala urodziny, wiec nie moglam isc. od rana sprzatalismy dom. nasze ostatnie mecze byly o 2 i 4, wiec wyjechalismy z domu przed 2. to byl 'senior day' i seniorzy wychodzili na srodek i dostawali kwiaty. byly tez balony i plakaty. niektorzy nawet malowali sobie twarze i wlosy w kolory szkoly. dalam moj aparat forrestowi i zrobil on 1032 (!!!!!) zdjecia. i teraz sie ucieszycie - mam tez zdjecie maxa.
Tyler: (to zdjecie robilam ja ;d)

Brady:

Annelise:


Ulemj, dziewczyna z mongolii, jak ja jej nie lubie!!! w ogole wszyscy wymiency w tej szkole sa do d.:

Micki:

Zahra:

Dani:

Abby:

Forrest z kotkiem, a z tylu moja druzyna:

Max:

cheerleaderki: emma (ma ona glos jak facet, haha), shibahn (nie mam pojecia jak sie pisze jej imie) i jessica:

to zdjecie zupelnie mnie rozwala. 'niewazne, ze tam graja w noge; wazne, ze jakas babka robi zdjecie'. hahaha:

to ja, w koncu na boisku ;d :

a to meagan:

po moim meczu pojechalismy na chwile do domu. wzielam prysznic, spakowalam plecak i pojechalismy na ranczo. pojechalismy tam glownie po to, zeby zrobic rodzinne zdjecia, bo dziadkowie wyjezdzaja za 2tyg i nie bedzie ich w swieta. do domu wrocilismy w niedziele ok. 6. przegapilismy kosciol. o nie. haha.
w pon. max mi powiedzial, ze miranda (jego mlodsza siostra) zapytala rano swojego taty czy moge przyjsc do nich po szkole, bo mnie lubi. a on jej na to, ze max tez, dlatego nie. rodzicow mialo nie byc w domu, w tym rzecz. ktoregos dnia bylam u nich w domu i ogladali football, powiedzialam, ze nie lubie tego sportu i ich tata na to 'nie przychodz do mojego domu nigdy wiecej'. haha. na hist. mr. j powiedzial mi, ze za kazdym razem bede dostawala gr. 1, wiec mam tylko 5 slowek do nauki.

przysiegam, ze amerykanskie pralki skurczaja ubrania. watpie, zebym az tak przytyla. moje bluzki, ktore normalnie siegaly do polowy uda, teraz sa ledwo do pasa.

16. mr. henderson nie wiedzial ile to jest 16 : 2 i uzywal do tego kalkulatora.
17. gotuja wode w mikrofali, zeby np. zrobic herbate.

zmieniam rodzine. sally dala mi czas do namyslu do czwartku. jutro chce popytac znajomych czy by mnie nie przygarneli. mam nadzieje, ze sie uda i bedzie lepiej.
musi byc.

13.10.2010 :: 06:41 Komentuj (2)

w pon. po szkole mialam isc na mecz brooke. grala ona w kosza. przed 6 bylismy w domu. gadalam z sally i powiedziala mi, ze mam 3 wyjscia: 1. zostaje tu, i akceptuje to jacy sa, 2. zmieniam rodzine, 3. wracam do polski. wiadome, do polski nie chce wrocic, nie teraz. do czw. mam dac sally odp. o 7 byl 'bankiet' dla ludzi, ktorzy grali w noge. dostalismy certyfikaty, tzn. dostali, bo mojego nie mieli, bo po co. bylo tez zarcie..
we wtor. po szkole graly w siatke, wiec poszlam porobic zdjecia do yearbooka. bylam w szkole do 10 (!!!), bo graly 3 druzyny. pfff... jestem wykonczona. powiedzialam dzisiaj maxowi, ze zmieniam rodzine i ten mi na to zebym zamieszala z nim. juz to widze, haha. ale powiedzialam tez o tym zahrze, i ma sie ona zapytac rodzicow ;) ale byloby super. gadalam dzisiaj po polsu do freshmenow, robilismy sobie z nich jaja. gadalam jakies glupoty w stylu 'swiatlo swieci, fajnie, nie?' haha. podeszlam tez do jednej dziewczyny i mowie 'cześć, miło było cię poznać, dobranoc' i ta sie na mnie spojrzala i wrzasnela 'WHAT?!' haha.

16.10.2010 :: 07:46 Komentuj (0)

wlasnie wrocilam do domu. nie bylo mnie tu 2 dni ;pp
mamy dlugi weekend i w pt. nie mielismy szkoly. w czw. po lekcjach pojechalam do maxa, a potem od 6 do 8 milam probe do musicalu. pozniej pojechalam do cheyenne na noc. mam pare słit foci ;p
madalynn i cheyenne

Reesi, Kaylee i Madalynn i Blake z tylu ;p

Maddie i Kaylee:

nie chce mi sie wierzyc, ze cheyenne chodzi z blakiem. to jest takie dziwne.. niby chodza ze soba 2 tyg. a ja sie dowiedzialam dopiero wczoraj, a przeciez mieszkam z nim! no wiec mialysmy ognisko, gralysmy w jakas taka fajna gre, ogladalysmy film, a potem chanse wrocil do domu i gadalysmy z nim gdzies do 4 w nocy ;p nastepnego dnia reesi, kaylee i ally pojechaly 'wczesnie' do domu. zostalysmy we 3 - ja, maddie i cheyenne. gdzies o 2 zjadlysmy sniadanie i potem gdzies przez 3h robily sobie fryzury i makijaz (!). pojechalysmy potem do maddie. na trampolinie:


gdzies o 7 pojechalysmy na mecz footballu. bylismy tylko na pierwszej polowie i pojechalismy do michaela na film.
nie mialam czasu pogadac z sally, i to czeka mnie za pare godzin... nieeeeeee

rok temu byla tu dziewczyna na wymianie, Mayumi. poznala tu chlopaka i teraz mieszkaja razem w meksyku i niedlugo biora slub!

18.10.2010 :: 06:17 Komentuj (5)

po 1 nie zmieniam rodziny. powiedzieli, ze nie wchodzi to w gre. albo wracam do polski, albo zostaje w tym domu...
będzie dobrze, będzie dobrze, będzie dobrze!!! prawda????
na poczatek dodam zalegle zdjecia.
tydzien temu, jak juz mowilam robilismy sobie zdjecia rodzinne. to ja na traktorze z 'wnukami'.

dzisiaj dostalam ksiazeczke od sally:
bede chodzic na 'lekcje religii' w kazda srode. a mama mi obiecala, ze po bierzmowaniu juz nie bede musiala chodzic do kosciola, a tu taka checa! Boga nie ma. prosilam go dzisiaj 81602588 razy o jedna rzecz i to sie nie spelnilo. ale BĘDZIE DOBRZE!
w sobote po poludniu pojechalam do maxa, a potem gdzies o 7 do micheale na noc filmowa. tak, znowu! ;p to jest takie dziwne.. u nas jak masz 15-18 lat to chodzisz na imprezki, zeby sie zalać w trzy dupy i tyle. a tu, kurde, osoby w tym wieku spotykaja sie i ogladaja 'piękna i bestie'. haha. potem gralismy w apples to apples. bardzo fajna gra ;) na srodku jest karta, np. z napisem 'ładny' i trzeba dac karte, ktora najlepiej okresla to slowo. na srodku bylo 'annoying' i ja polorzylam karte 'americans' hahahaha. przez to wszystko stracilam rachube czasu. byla 11.40, a mialam byc w domu o 11. sally i ed sie ostro wkurzyli..
w niedz. jak zawsze bylismy w kosciele. potem mialam 'pogadanke', a raczej 'powrzeszczanke'. pojechalismy potem do centrum handlowego i w kilka innych miejsc. na pon. mam projekt na historie - 'lata 1800-1860'. wymyslilismy model glowy frankensteina. po zrobieniu go pisalam 'report' i okazalo sie, ze nie jest on z ameryki, tylko z anglii. zajebiscie. dostane F..
jutro mam spotkanie w kosciele i probe do musicalu. martwie sie ta historia.. glupia sally. wezcie obczajcie. blake chodzi z cheyenne (nadal jest to dla mnie dziwne, no ale dobra) i sally jej nie lubi (dziala to tez w 2 strone). blake ustawil sobie na facebooku, ze sa para i sie nie wylogowal, i sally zmienila mu status na 'wolny'. slyszalam tez jak mial 'powrzeszczanke' (bede teraz tego uzywac ;p ale serio, oni nie potrafia niczego spokojnie wytlumaczyc, tylko od razu krzycza), ze na poczatku powinien ja wziac na randke czy cos, zeby sie lepiej poznac. szczegol, ze znaja sie gdzies od 5 lat. brooke miala chlopaka. haha. zerwala z nim, bo probowal ja pocalowac. hahahahaha. ale ja jestem okropna. hahaha.

21.10.2010 :: 07:59 Komentuj (2)

pff.. caly czas cos sie dzieje, i nie mam zupelnie czasu dla siebie. ale to dobrze, nie mam czasu myslec o domu, polsce, znajomych tam daleko. jest coraz lepiej i mam nadzieje, ze bedzie jeszcze lepiej ;)
w pon. Ed powiedzial mi, ze o 5 odbierze mnie ze szkoly, szczegol, ze probe mialam miec o 5.30. na szczescie blake jechal do miasta i podrzucil mnie do domu. o 5.30 zadzwonila do mnie koordynatorka. potem mialam probe. musze udawac, ze kocham sie w blakeu, a potem lece na ethana ;pp zerwalismy sie wczesniej, zeby pojechac na musical morissy. w sumie nic z niego nie zrozumialam, i moi znajomi tez nie, ale podobaly mi sie piosenki, i pod koniec 1 aktu wiekszosc ludzi na scenie sie rozebrala do naga ;pp a dodam, ze mieli 16-20lat i wiekszosc zaprosila swoich rodzicow ;p wrocilismy gdzies o 11.
we wtor. o 4 mialam isc na mecz brooke, a potem mielismy isc na siatkowke. nie chcialam zostac w szkole do 10, wiec pojechalam do domu. cheyenne i madi pisaly mi na facebooku po polsku, myslalam, ze sie posikam ze smiechu.
'jestesmy blizniakami imbiru' hahaha.

tu tablica cheyenne:


w srode dostalam nawet list po polsku! jestem leniwa, i wam go nie przepisze, i nie dodam tez zdjecia, bo nie uda wam sie przeczytac.
a wiec spotkalam sie z koord., powiedziala mi, ze nie mam w sumie dobrego powodu zeby sie przeniesc. przed 6 bylam w domu, a o 6.30 mialam 'spotkanie mlodziezy' w kosciele. mialam napisac na tablicy 'welcome to st. john's' zapytalam sie czy moge to napisac po polsku, i napisalam 'powinniscie sie wszyscy uczyc polskiego!' hahaha. no wiec bylo w sumie tylko 7 osob, w tym madi i max. zostawili oni w swoim domu 6 osob, zeby przyjsc na to spotkanie, haha. na poczatku gralismy w gry, a potem czytalismy jakis tekst, nic ciekawego. potem pojechalam do maxa i ogladalismy film.

23.10.2010 :: 19:38 Komentuj (1)

w czw. poszlismy sie 'wspinac' na gore za domem forresta. bylam ja, on, max, chanse, ethan, jego dziewczyna riley i tyler. jak ja tego nienawidze! nie mam pojecia dlaczego trafilam do montany - nienawidze campingow, lasow, bliskiej natury, jestem wegetarianka, a ludzie tu uwielbiaja polowac! co za absurd! no ale dobra.. ;pp

potem u forresta w domu ogladalismy fineasza i ferba, haha. dodam, ze ma on z 15 samochodow, 2 gokarty i motor. potem pojechalam do maxa, potem do bradiego a potem do kaitlyn. razem z nia pojechalismy do 'city life'. dzieciaki tam sie spotykaja zeby pograc w rozne gry, albo po prostu zeby gdzies isc. moim zdaniem jest to swietne rozwiazanie, u nas nie ma takich miejsc i dlatego wszyscy tak chleja. u nich pokazuja, ze mozna sie dobrze bawic bez alkoholu.
w pt. w sumie do 18 siedzialam w domu. potem pojechalam na 'mecz'. w sumie bylam tam z 10min, nie lubie footballu, to sport dla gejow. macaja sie caly czas po tylkach i rzucaja na siebie. pojechalismy do michaela, ogladalismy herkulesa i mulan! impreza na 102! haha. nie wiem co dzisiaj bede robic, chce sobie kupic przebranie na halloween!!!!

26.10.2010 :: 00:55 Komentuj (0)

w sob. o 4 pojechalam do zahry, zeby robic to samo co codziennie - ogladac filmy i grac w apples to apples. o 6.30 wrocilismy do domu i z nasza grupa koscielna pojechalismy do miasta, do nawiedzonego domu. po prostu jakas babka zrobila sobie w ogrodku takie scenki, gdzie jej znajomi jedza ludzkie rece itp. straszne to w sumie nie bylo, ale niektore dziewczyny nawet plakaly. potem ogladalismy 'koszmar z ulicy wiazow' w moim domu.
w niedz., oczywiscie, poszlismy do kosciola. potem wycinalismy w dyniach.
w tym tyg. na urzadzaniu wnetrz mamy wycinac wzory, a nie mordy ;d pozniej pojechalam z madi i kaylee do miasta po stroje na halloween. nie moglam nic fajnego znalezc ;|| siostra kaylee strasznie mnie denerwowala, wiec mowilam do niej po polsku. haha.

w pon. z yearbookiem pojechalismy do miasta sprzedawac reklamy. wszystko bylo zamkniete, wiec nic nie sprzedalismy, ale przynajmniej stracilismy 2 lekcje. na ang. mielismy prezentacje ksiazek. ja 'nie zdazylam', wiec bede przedstawiac w srode..
teraz sie nudze... madi ma przyjsc niedlugo ;d

29.10.2010 :: 06:16 Komentuj (5)

we wtor. byly urodziny mojej kolezanki Tishy. Poprzedniego dnia mowila 'taak! jutro sa moje urodziny!', a we wtor. gdy zlozylam jej zyczenia kazala mi sie zamknac. zlozylam jej wiec zyczenia po polsku ;p tutaj ostatnie 5min pierwszej lekcji sa ogloszenia i mowia m.in. kto ma urodziny. ciekawa jestem jak powie moje imie..
na szyciu dostalam Gatoreida od mojej nauczycielki, bo 'moja mama byla na spotkaniu z rodzicami'. amerykanie sa dziwni.
musialam zostac po szkole, bo mialam probe. chanse zapytal sie mnie czy mowie po norwesku (to nasz taki wspolny 'zart') i jedn dziewczyna, tak zupelnie na powaznie 'przeciez ona mowi po portugalsku!', wszyscy zaczeli sie smiac i ethan jeszcze dodal 'przestancie sie smiac z tego szwedzkiego dziecka'.
w sr. po szkole pojechalam od razu do domu. nudzilo mi sie, wiec pojechalam do cheyenne.
w czw. skonczylam na szyciu moja poszewke na poduszke, ale jestem fajna. po szkole pojechalismy do domu z angel, nasza kolezanka. obczajcie jakie chamy - blake siedzial sobie na facebooku, brooke ogladala tv i angel gotowala im obiad! od 5.30 mielismy probe, a potem od 7.30 byl film w szkole, w sumie nie wiem po co i dlaczego, ale fajnie sie spotkac ze znajomymi. film byl beznadziejny.. no i od 7 bylo zarcie - ciastka, lody itp. i w ogole teraz mamy fajne ozdobiona szkole na halloween.
ten weekend szykuje sie swietny - pt. noc u chey, sobota - zakupy, impreza niedziela - trick or treating ;)))

01.11.2010 :: 05:48 Komentuj (1)

ja pierdole, ja pierdole, ja pierdole. moje zycie to hbgar87tkj4bfalifb! nie, nie opisze tego tutaj, przepraszam. jednak troche prywatnosci mi sie nalezy.
jezeli chodzi o wegetarianizm, to moja rodzina nie jest wege. ale mi gotuja i wszystko jest ok.
a jezeli chodzi o moj kolor wlosow to niestety nie, nie sa one naturalne ;p
no wiec w pt. w sumie nie mielismy lekcji. od 9.30 do lunchu mielismy przedstawienie. bylo smieeeeesznie. po lunchu mielismy zajecia z aktorami. pierwszy blok mielismy 'jak sie bic na scenie'. wiekszosc tego znalam, ale bylo megazabawnie. wszyscy uznali, ze ja i cheyenne bylysmy najlepsze, wiec zademonstrowalysmy nasza scenke na srodku 'klasy'. potem wszsyscy mi gratulowali, haha. nasz drugi blok byl duuuzo nudniejszy - jakas gadka szmadka o rytmie w tekscie. nu-da. po szkole bylam u marley, razem z kilah, abby i blakiem. hmm.. w sumie to tylko zjedlismy kolacje i poprzymierzalismy pare rzeczy na halloween. o 7 mial byc mecz siatkowki i kto sie najlepiej przebral mial dostac nagrode. ja pozyczylam rekawy z tatuazami i wszyscy mysleli, ze sa prawdziwe, haha. po meczu pojechalam do cheyenne na noc. razem z chansem i forrestem wymyslali rozne opcje co zrobic zebym tu zostala na kolejny rok ;))) nastepnego dnia byla impreza u courtney i andrew. bylo ok. mieli zajebiscie ozdobiony dom! w niedziele pojechalam do allison na trick or treating. bylo z nami pelno osob i mam mnostwo cukierkow ;))
czy weekend uznaje za udany? hmm.. nie do konca.. poznalam pare osob zupelnie od innej strony, tej gorszej i niezbyt mi z tym dobrze.
w tym tyg. mam testy konczace 1/4. jakie to idiotyczne, ze wszystko jest w tym samym tyg.

08.11.2010 :: 15:23 Komentuj (1)

jest 7 godzina, ale moj zegarek sie przestawil o godzine pozniej, wiec od godziny jestem na nogach. strasznie zaczelam sie stresowac jak o '8' wszyscy jeszcze spali ;)
nie pisalam przez caly tydzien, bo w sumie nie bylo o czym, to byl chyba najgorszy i najnudniejszy tydzien tutaj (poki co ;p). w srode mielismy spotkanie w kosciele i pojechalismy do miasta, zeby sie spotkac z inna grupa, bylo bardzo fajnie. tak, podobalo mi sie spotkanie koscielne, haha. tak, mi. w czw. mialam probe do musicalu, strasznie mi sie podoba, jak ja bede za tym tesknic.. piatek wole pominac. w sobote w sumie nic nie robilam - ogladalam tv i gadalam z moja polska mama i przyjaciolmi z polski. w niedziele musialam sprzatac. poprosilam blakea zeby podwiozl mnie do cheyenne (siara, bo juz jej nie lubie, ale uwielbiam madi, a ona ja lubi, niby). wiec juz chce wychodzic z domu a tam forrest i ethan. cala 5 stanela w drzwiach (ja, oni, blake i ed) i zaczela gadac na raz. w koncu ed sie wnerwil i wrzasnal 'shut up', taki z niego mily człek. chcieli zebym z nimi pojechala do ear candy (nie mam pojecia co to jest), ale juz sie umowilam do kina wlasnie z madi i cheyenne. bylysmy na megamind, w polsce wychodzi dopiero w styczniu, sprawdzalam. baaaaaaardzo fajny ;ddd kupilysmy sobie tez shake'i z ufo maszyny, hahaha. dajesz taki kubek lodow, i maszyna jedzie z tym do gory, 'polyka' a pozniej zwraca jako shake.
strasznie mnie wczoraj cheynne wkurwila pytaniem czy polska jest w rosji. ja pierdole!

16.11.2010 :: 01:58 Komentuj (3)

u mnie nudna rutyna, nic sie nie dzieje
w tym tygodniu bylam na lyzwach. nie chodze z maxem juz gdzies od tygodnia, ale nadal sie przyjaznimy.
dzisiaj doug pil kole z orzeszkami ziemnymi! bleeee.. nie moge sie juz doczekac harrego pottera, ludzie tez sie jaraja. ide w piatek po szkole ;d

z głupoty amerykanow:
18. poznalam w sobote kolezanke kaylee, i oto nasza rozmowa:
K - ona jest z polski
ona - hmm.. z polski
ja - no, z polski.. wiesz.. to jest w europie
ona - hmm.. w europie.. wiec w jakim jezyku mowisz?
ja - hmm.. po polsku?
ona - a czemu nie po europejsku?

20.11.2010 :: 21:13 Komentuj (0)

u mnie wszystko cacy ;)
we wtorek mielismy koncert z perkusji, a potem spiewal chor. wszyscy sobie grzecznie stali a chanse sie wydzieral i tanczyl, to bylo takie smieszne.. czuje sie jak yoko. bylam na spotkaniu cheerleaderek. w poniedzialek mamy trening i we wtorek przesluchanie. jest 9 chetnych na 4 wolne miejsca. reesi tez startuje ;d stasznie sie ciesze, mam nadzieje, ze sie dostaniemy.. poprosilam bashora czy moge byc w chorze i sie zgodzil! strasznie sie jaram! juz za niecale 2 tyg przedstawienie!!! w pt malowalam z chansem bude snoopiego, haha. wczoraj byl man puff, chlopaki grali w siatkowke. bylo smiesznie. na harrym jeszcze nie bylam, nie ma wolnych miejsc! notka strasznie chaotyczna, wiem. zaraz ide na kregle ;)))

archiwum

2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień

kategorie

linki

Marlena w USA
Gosia w USA
Kamila w Waszyngtonie
Marta w Kalifornii
© 2003-2007 copyright ownlog.com